Kupowanie książek w antykwariatach lub sklepikach z używanymi rzeczami typu thrift store niesie ze sobą nie tylko dreszczyk emocji związany z możliwością trafienia na rzadki tytuł, pierwsze wydanie w twardej oprawie w stanie niemal idealnym, a przy tym w cenie kubka kawy z popularnej sieci, ale i głębsze, podświadome oczekiwanie niespodzianki innego rodzaju. Niekiedy zdarza się bowiem, że w dopiero co nabytej książce tkwi stary bilet do kina, kartka z notesu z nakreślonymi kilkoma zdaniami albo niedokończonym wierszem lub rysunkiem, paragon sklepowy… Innymi słowy to wszystko, co jej poprzedni czytelnik zostawił w charakterze zakładki, a co teraz, kiedy rozsiedliśmy się już wygodnie w wagonie metra i zaczynamy przeglądać zakupiony tytuł, objawia nam się pomiędzy jego kartkami. Natury romantyczne,  naznaczone pierwiastkiem myślenia magicznego, określą zapewne podobne znaleziska mianem znaków; osoby nieco bardziej pragmatyczne, ale nie pozbawione skłonności do nagłych wzlotów wyobraźni  − okienkami do czyjejś codzienności. A co powiesz na odkryty przed laty w książce ze sklepiku organizacji dobroczynnej wypełniony blankiet do gry w lotto?

Przeczuwasz zachętę ze strony losu, opatrzności, tajemniczy półuśmiech wszechświata? Ależ proszę bardzo! Korzystaj! Graj, wygrywaj, bogać się! Przekonaj się, czy pochodząca z takiego rozdania karta to, jak powiada Pynchon, ingerencja obcego świata w nasz, pocałunek kosmicznych kul bilardowych, czy tylko złudne wyobrażenie o nadnaturalnym charakterze najzwyklejszego świstka papieru.