Z listu od znajomej:

[…]

Nie mogę dojść do siebie. Wczoraj w hipermarkecie, tym koło mnie, ukradli mi prawie dwie godziny. Nie żartuję! O dziewiątej rano wyszłam po zakupy  zwykłe, spożywcze, z listy: mleko, płatki, grejpfruty i takie tam. Zajęło mi to najwyżej piętnaście minut. Wracam do domu – jedenasta! Aż mnie zatkało z wrażenia. Jak to możliwe? Czy doświadczyłam jakiegoś przeskoku czasowego, czy może w hipermarkecie rąbnęli mi dwie godziny w biały dzień, przy ludziach? Ale jak? Jakim cudem? Szukałam w sieci forów na ten temat, ale jak na razie głucha cisza. Ani słowa o podobnych wypadkach. Może sama powinnam założyć jakieś forum albo blog? Z tego wszystkiego napisałam wiersz. Pierwszy w życiu! Może i nie za mądry, ale spontaniczny i płynący prosto z serca, a to podobno się liczy. Pomyślałam, że fajnie by było zrobić z niego zakładkę do książki (wiesz jak uwielbiam zakładki) i porozdawać znajomym, ale na razie spisałam go tylko ściągniętą czcionką (niestety, bez polskich znaków). Przydałby się jeszcze jakiś obrazek, ale wziąwszy pod uwagę mój brak jakichkolwiek predyspozycji plastycznych, zrzekam się wszelkich prób ilustracji mojego wiersza na czyjąś korzyść.

 […]